Co u mnie?

Podobno jak blogger nie pisze na blogu swym to znaczy że jest wszystko cacy itp itd natomiast gdy jest źle to ciągle nowe posty się pojawiają w których to biadoli jak mu źle właśnie. No muszę przyznać że coś w tym jest. Jednak u mnie tak jakoś wychodzi odwrotnie. Skoro nic nowego nie ma to znaczy że jest słabo.

Czyli jest słabo. Nie tragicznie, tak po prostu słabo… Czekam aż los się odwróci. Ostatnie miesiące wyprały mnie z resztek pozytywnego myślenia. Taka trochę szkoła życia. Zmieniłem się. Nie staram się być miły, bo po co mam udawać że jest ok jak tak nie jest? Jakoś daję radę… bo muszę. Całe szczęście mam jeszcze kogoś kto mi pomoże, komu mogę bez zawahania się odwdzięczyć bez poczucia że znowu robię z siebie frajera. Tyle.

FIGHT FOR LOVE!

…yeah right.

Hej TY!!

Niebawem stuknie kolejny rok na kalendarzu. W styczniu trzeba wybulić kasę na domenę. W połowie roku na serwer. Kolejny rok już się zastanawiam czy warto wydawać kasę na jedno i drugie w czasach (dla mnie) ciężkich finansowo. Z drugiej strony zaś szkoda jednym ruchem wysłać w kosmos blog który istnieje od sierpnia 2005 roku… Tak źle, tak niedobrze. Żeby było jeszcze gorzej, ostatnio w temacie zdjęć niewiele się dzieje, czasu brak, chęci brak… okazji coraz mniej. A co wy na ten temat myślicie? Bulić czy olać?

Polska piękny kraj

…aż się chce w nim żyć!

Źle nie jest, jakoś sobie daję radę ale żebym jakoś tryskał optymizmem to nie powiem…